Jesienne impresje sekcji literackiej UTW

 

Rok akademicki 2017/2018

SEKCJA LITERACKA UTW W Olsztynku.

Wrześniowa impresja

Słoneczne wrześniowe popołudnie kusi swoim urokiem. Spacer o tej porze przyniesie zapewne oznaki nadchodzącej jesieni oraz skupienie myśli po całodziennej bieganinie. Niezwykłe barwy jesieni są coraz bardziej zauważalne, stąd rodzi się pytanie, jaka będzie pora roku, o której zwykło się mówić „polska złota jesień”? Czy właśnie zadziwi obrazami utrwalonymi w naszej pamięci? Kolorowa, ciepła z cichutko opadającymi z drzew liśćmi, a potem szeleszczącym dywanem na parkowej alei? Może trochę senna i nostalgiczna? A może czymś zaskoczy, jak poprzedzające ją lato?

Pierwsze dni jesieni wydają się być dobrym prognostykiem, a dzień, o którym piszę, zaskoczył mało zauważalnym zjawiskiem. Dla mnie szczególnie barwnym i ciekawym obrazkiem.

W ogródku kwiatowym, obok którego odbywam codzienny spacer, kwitną teraz krzewy popularnych marcinków, odbywa się szczególny spektakl przyrodniczy. Oto słoneczne promienie dosięgają owego krzewu, który obsiadły w niezliczonej ilości piękne brązowe motyle. Wszystkie jednakowe wielkością i barwą. Ich lekko poruszające się skrzydła, oświetlone blaskiem słońca, tworzą rzadkiej piękności obraz. Motyle łapczywie spijają kwiatowy nektar. Nawet przy lekkim wietrze kołyszą się razem z łodygami i płatkami kwiatów. Nie dają żadnych oznak popłochu nawet przy natężonym ruchu pojazdów. Owady nieprzerwanie ucztują.

 Pomyślałam wtedy: Cieszą nasze oczy pięknem, ale czy na długo? Zapewne nie, należą bowiem do eterycznego świata owadów, żyją więc krótko. Ich los sam się rozstrzyga, giną samoistnie w przyrodniczym łańcuchu nieustannej walki o przetrwanie.

Jesienne zadumanie osób w dojrzałym wieku najlepiej oddaje treść wiersza Janiny Dobrowolskiej „Tęsknota”.

Teraz jesień mam w sobie, lecz serce otwarte.
Wiem, że moja tęsknota nie poszła na marne.
Świat poezji pochłonął me życie uparte,
Choć już drzewa bez liści i chmury są czarne.

17.10.2017 r. Miłośniczka przyrody

 

JESIENNA IMPRESJA

Nikt z nas nie jest wolny od smutnych rozmyślań, ale teraz – w myśl Rilkego – wiemy jak się o tym zapomina; bowiem w ujęciu pięknych róż (choćby tych uwiecznionych na kartkach listu) każdy smutek, jeśli nie gaśnie, to przemienia się w nurt swobodnych peregrynacji w głąb duszy, a niekiedy staje się nawet twórczy. Od kilku dni i w Berlinie świeci mocne słońce, a wczoraj krótko padał deszcz i widziałam jak (początkowo) lekki wiatr obracał liśćmi brzozy i topól, tak że ze wszystkich stron miały deszcz i czuły go, i od niego błyszczały. Patrzyłam na ociężałą zieleń, na trawy  odbijające szarość, na przeglądające się w sobie liście drzew, rzucające zielone cienie, które tak się pogłębiły, że w końcu ukazały swe zielone dno. Lecz potem znów wyszło słońce, a wtedy wiatr się rozszumiał; wielki i rozległy, i przemieszczał łany powietrza, obracał je kuliście – na oślep – i przybliżał z wielką siłą ku mnie, to znów porywał je, chichocząc; najwyraźniej bawił się z nim. Niebo kołysało się błękitnie, a wraz z nim śnieżyste obłoki, które zderzyły się z sobą raz po raz w pląsających ruchach. Powietrze było balsamiczne, błyszczało złociście i czułam w sobie dal. Ale czasami aura pogodowa jest w konflikcie z naszym biologicznym rytmem, a wtedy celowym byłoby w porę przeciwstawiać się temu w formie indywidualnej strategii, będącej swojego rodzaju wyzwaniem – próbą zmierzenia się z czymś pozornie niemożliwym, ale prowadzącą jednak do wzmocnienia kondycji psychicznej (Swoją drogą te kaprysy pogody nie są przypadkowe, jak zdajemy się myśleć; one są odpowiedzią na wichrzące działania człowieka).

Z listu Janiny Dobrowolskiej / Berlin 13.08.2017 r.